slide

Galeria

Kontakt

Parafia Narodzenia
Najświętszej Maryi Panny
Słucz 57
19-213 Radziłów

Tel. 86 273 61 93
Email: slucz@diecezja.lomza.pl

Statystyki

Osób OnLine: 00
Odwiedzin: 777603

1906 2016ŚDM 30-31.07.2016

Świadectwo ze Światowych Dni Młodzieży w Brazyli

,,Człowiek najpełniej afirmuje siebie, dając siebie. To jest najlepsza realizacja przykazania miłości.”
Jan Paweł II
 
W czerwcu 2013 roku skończyłam studia. Bez wątpienia stwierdzam, że był to najlepszy okres mojego życia. To właśnie w czasie szóstego, ostatniego roku zaiskrzyła w mojej głowie idea wzięcia udziału w Światowych Dniach Młodzieży RIO 2013. Pomyślałam że za ten szczególny czas łaski, za tylu wspaniałych ludzi, których spotkałam, należy Panu Bogu podziękować. Nadarzyła się naprawdę wyjątkowa okazja, taka która ma miejsce raz na 2-3 lata. Zdecydowałam się-jadę !
 
Czas mijał szybko. Zanim się zorientowałam; obudziłam się rankiem 15 lipca 2013 roku. Wtedy dotarło do mnie-to już dzisiaj za kilkanaście godzin lecę na ŚDM do Rio de Janeiro. Bardzo dobrze pamiętam moment, kiedy po raz pierwszy spotkaliśmy się całą grupą na warszawskim lotnisku. Co wyrażały nasze twarze ? Zdecydowanie radość, ale może dodatkowo skrywany odcień niepewności. Zastanawialiśmy się jak będą wyglądały te dni wśród ludzi z Ameryki Południowej. Z sercami głodnymi emocji wylecieliśmy ze stolicy. Pierwszym przystankiem na drodze naszego pielgrzymowania była Kurytyba. W tym miejscu chciałabym się podzielić pewną osobistą refleksją…
 
Życie każdego człowieka jest mozaiką różnorodnych doświadczeń i majaczących w głowach wspomnień. To właśnie niektóre z nic6b_13x19h stanowią swoiste trzęsienie ziemi, które tak mocno porusza Twoją osobowością, że już nigdy nie będziesz tym samym człowiekiem. Dla mnie na zawsze tego typu wspomnieniem pozostanie świadectwo życia kurytybańczyków. Wkraczając w progi parafii Św. Karola Boromeusza w tym mieście; poczułam swego rodzaju prąd przechodzący przez moje ciało, a może jeszcze mocniej przez duszę. Kiedy wchodziliśmy do Kościoła w dniu naszego przyjazdu, wszyscy zgromadzeni w Nim ludzie wstali i zaczęli nam bić brawa… W tle słychać było religijną muzykę, a przez powietrze przenosił się ogromny ładunek miłości uczniów Chrystusa. Już wtedy wiedziałam, że nadchodzące dni będą niezwykłe.
 
Z każdym dniem tylko utwierdzałam się w swoim przekonaniu. Chociaż wydawałoby się, że we współczesnym świecie, tak bardzo wyzutym z bezinteresowności i chrześcijańskiej dobroci, takie sytuacje się nie zdarzają, tam na nowo odradzała się wiara w człowieka. Codziennie namacalnie przeżywaliśmy dzielenie się miłością mającą swe źródło w krzyżu Jezusa. Każdy dzień spędzony w Kurytybie miał swój szczególny porządek. Po wspólnym śniadaniu braliśmy udział w modlitwach porannych, aby następnie udać się na zwiedzanie miasta z przerwą na lunch-aż do wieczora-kiedy to następowała kulminacja w postaci Eucharystii. Po Mszy Świętej nadchodził czas na część kulturalno-rozrywkową. Można powiedzieć, że cały harmonogram był perfekcyjnie dopracowany. Definitywnie żadna minuta nie była stracona. Ale tym co przykuło moją uwagę w szczególności było nie to precyzyjne brazylijskie uporządkowanie dnia, ale to zaplanowanie, aby nie stracić ani jednej chwili w byciu uczniami Chrystusa. Odniosłam wrażenie, że Ci ludzie nie zmarnowali żadnej okazji do przekazywania miłości w czasie tych czterech dni, które dane było nam tam spędzić. Chyba nie będzie to dużą przesadą jeśli powiem, że to właśnie o takie chrześcijaństwo domaga się świat XXI wieku. Choćbyś nie miał nic, choćbyś był ekstremalnie biedny-zawsze masz siebie. To tak niewiele z Twojej strony, a może wszystko dla Twojego brata lub siostry. To dzielenie się swoją osobą było odczuwalne na niezliczonych płaszczyznach.
 
Dla większości z nas głębokim przeżyciem, był pobyt w domach kurytybańczyków. Gospodarze udostępniali nam absolutnie wszystko, czym dysponowali. Stawali na przysłowiowych głowach; abyśmy czuli się u nich, jak we własnych domach. Dawali nam prezenty, gotowali potrawy na nasze życzenie, modlili się z nami, wieczorami siadali razem z nami i rozmawiali jakbyśmy byli z nimi rodziną od zawsze. Nie dzieliło nas nic, a łączyło wszystko. Odniosłam wrażenie, że faktycznie potraktowali nas jak cudowne prezenty podarowane im przez Boga. I jeszcze jedno spostrzeżenie-bardzo istotne-a raczej najważniejsze. Sposób przeżywania Eucharystii w Brazylii-uczestnicząc w tamtejszej Mszy Świętej jesteś częścią, wybaczcie mi to słowo, czegoś absolutnie magicznego. Spontaniczność i niespożyta energia Brazylijczyków sprawiają, że jeszcze bardziej zacieśnia się wśród uczestników Najświętszej Ofiary krąg miłości Jezusa. Niezwykle wymowne gesty stanowiły przekazywanie znaku pokoju, jak i odmawianie Modlitwy Pańskiej trzymając się za ręce. Przeżywanie takiej Eucharystii coraz mocniej rozpalało nas do bycia autentycznymi świadkami Chrystusa.
 
Pamiętam również Dzień Polski w Kurytybie; w czasie którego celebrowana była uroczysta Msza Święta. Atmosfera tamtej chwili była już zupełnie inna-tym razem całkowicie polska-ale również głęboko zapadająca w pamięć. Myśli kierowały się ku Niebu, gdzie jak wierzymy w oknie Domu Ojca obserwował nas Jan Paweł II i na pewno cieszył się, że to wspaniałe dzieło zainicjowane przez Niego samego trwa nadal i przynosi ze sobą tak wyjątkowe owoce… Słowa naszego Wielkiego Rodaka skierowane pod naszym adresem tamtego wieczoru, jak ufam będą wybrzmiewały w naszych uszach jeszcze przez długi czas. Po Dniu Polskim nadszedł czas rozstania z przyjaciółmi z Kurytyby. Pamiętam, że przelały się wtedy oceany łez; wymieniliśmy tysiące uśmiechów i na pewno chociażby w jakimś malutkim stopniu staliśmy się lepszymi ludźmi. Jak wspomniałam wcześniej, po przeżyciu pewnych wydarzeń już nigdy nie jesteśmy tymi samymi ludźmi. Kurytybańczycy byli tą pierwszą kostką domina, która zapoczątkowała upadanie tysięcy kostek domina przenoszących potężną falę miłości chrześcijańskiej. Życzyliśmy sobie podczas tego pożegnalnego spotkania; aby nikt z nas już nigdy więcej nie był taką kostką, która stawi opór i spowoduje to, że fala nie zostanie przekazana dalej…
 
I jeszcze parę luźnych myśli na temat naszego pobytu w Rio de Janeiro. Miejscowi ludzie, goszczący nas w swoich domach; w gruncie rzeczy w większości skrajnie ubodzy, ale może tym bardziej bogaci w gościnność. Ciągle widzę przed oczami warunki, w których żyją niektórzy mieszkańcy Rio-i myślę-chwała Panu, że w Polsce żyje nam się tak dobrze. Swoją przygodę w tym mieście rozpoczęliśmy 23 lipca. Po raz pierwszy pojechaliśmy autobusami (notabene jeżdżącymi z zawrotną prędkością) na Copacabanę. Widok oceanu jest czymś niezapomnianym-jego ogrom sprawia, że jeszcze bardziej zagłębiasz się w tajemnicę potęgi stworzenia. Podczas inauguracyjnego spotkania ŚDM padało-ale krople deszczu przepełniała wyjątkowa ekscytacja z ponownego spotkania młodzieży z całego świata. Zabrzmiał też hymn Emmanuel z Rzymu 2000,w jakiś szczególny sposób kojarzący się z osobą Jana Pawła II-pomyślałam-jakże jesteśmy w tej chwili wdzięczni Bogu, że mamy polskiego Papieża wśród następców Świętego Piotra…26 lipca dane nam było stanąć u stóp Chrystusa z Corcovado. Powiem więcej, mieliśmy niepowtarzalną okazję uczestniczyć we Mszy Świętej odprawianej w Kaplicy znajdującej się we wnętrzu figury. Chyba nikt z nas nie miał wątpliwości, że Jezus objął wszystkich swoimi ramionami i przytulił do swojego serca. Wieczorem przyszła pora na Drogę Krzyżową, coś poruszało każdą cząstkę mojej duszy gdy oglądałam ekspresję stacji przedstawiających problematykę współczesnego świata. Tym czymś była niewątpliwie miłość bijąca z Krzyża Chrystusowego, co w kontekście wcześniejszego naszego pobytu na Corcovado jednoznacznie wskazywało na miłość Jezusa obejmującą młodzież całego świata ze Wzgórza Rio. Data 27 lipca zapisała się jako czas czuwania modlitewnego na Copacabanie, wprowadzającego nas w przeżywanie Eucharystii na zakończenie 28.Światowych Dni Młodzieży.
 
Uświadomiłam wtedy sobie, że to dziś zaczyna się nasz egzamin z życia. To od tego momentu weryfikowana będzie nasza gotowość do realizacji słów Pana przekazanych nam w homilii Ojca Świętego Franciszka: ,,Idźcie i nauczajcie wszystkie narody.(…) Nie lękajcie się by iść i nieść Chrystusa w każde środowisko, aż do peryferii egzystencjalnych, nawet do tego, który wydaje się najbardziej oddalony, najbardziej obojętny. Pan poszukuje wszystkich, pragnie, aby wszyscy odczuli ciepło Jego miłosierdzia i jego miłości’’. Po błogosławieństwie końcowym otwiera się nowy rozdział naszego życia-jak wierzymy-lepszego życia. Już tylko od nas zależy czy ten wielki ogień miłości i dobra, który ogarnął naszą duszę wypalił resztki zła; czy zapłonął, zgasł i właściwie nic się nie zmieniło…? Na zakończenia ostatnia już dygresja-na nasze polskie ręce został złożony cenny dar wiary przez młodzież Brazylii. Przyjmujemy go z wdzięcznością Panu Bogu, wkładamy do glinianego naczynia i niesiemy w naszą codzienność przez najbliższe dwa lata. Głęboko ufamy, iż jeszcze bardziej pomnożony przekażemy w lipcu 2016 roku młodym katolikom z całego globu. Otwieramy drzwi naszych serc dla wszystkich przyszłych uczestników 29. Światowych Dni Młodzieży w Krakowie…
 
DO ZOBACZENIA!
Agnieszka Styczeń

powrót